Jasełka są jedną z bożonarodzeniowych tradycji. Przygotowuje się je w szkołach, przedszkolach, kościołach. W tym roku mieliśmy już możliwość podziwiania przepięknie przedstawionych Jasełek w wykonaniu dzieci z Przedszkola w Wojciechowie.
W Święto Trzech Króli na jasełkowe przedstawienie do parafialnego kościoła zaprosiły dzieci z lubomierskiego przedszkola.
Licznie zebranych widzów powitała pani dyrektor Małgorzata Kozłowska. Dzieci ubrane w stroje jasełkowych bohaterów prezentowały się pięknie i bardzo przeżywały przypisane im role, Nad przebiegiem przedstawienia czuwały niezawodne panie wychowawczynie.
Mali aktorzy przy pomocy akompaniamentu muzycznego zaśpiewali piosenki: „Był pastuszek bosy”, „Była noc, ciemna noc. Wiatr był i mgła”, „Przybieżeli do Betlejem pasterze”, „Lulej że, mi lulej”, „Przez pustynne horyzonty”, „Zostań Jezu mym braciszkiem”, „Gore gwiazda”.
Ich występy zostały nagrodzone gromkimi brawami. A widzowie śpiewali z nimi wspólnie kolędy.
To było bardzo wzruszające przedstawienie. Brawo i podziękowania dla małych wykonawców i ich opiekunek!
Przed świętami Bożego Narodzenia nasze przedszkolaki odwiedziła redakcja „Ech Izerskich”, zadając pytania na temat aniołów i szczęścia. Dzieci stwierdziły::
„- Szczęście, to jak się ktoś cieszy z czegoś. To nie musi być coś dużego, ale jeśli szczęście jest duże, to wystarczy.
– I trzeba być uśmiechniętym, jak się jest szczęśliwym, bo jak nie ma uśmiechu, to trudno w takie szczęście uwierzyć.
– Szczęście, to jest wtedy, jak można o czymś marzyć, a jak się spełni, to jest już drugie szczęście. Tylko to się rzadko zdarza.
– I jak nas wszyscy lubią, ale to też rzadko, jeszcze bardziej. I jak przyjeżdża Mikołaj, ale to w ogóle tylko raz w roku.
– A jeśli ktoś znajdzie 10 groszy na ulicy, to znaczy, że ma szczęście? – padło kolejne pytanie:
– Taaaak!- padła chóralna odpowiedź, ale jeden z przytomniaków miał nieco inne zdanie: – Lepsza byłaby stówa, bo grosze to szczęścia nie dają.
– Czy łatwiej jest być szczęśliwym kiedy człowieka otaczają anioły? –- Taaak! – znowu odpowiedział chór.
Na pytanie: kto widział anioła odpowiedzią była konsternacja części rozmówców. Niektórzy sprawiali wrażenie, jakby chcieli powiedzieć, że widzieli, ale woleli nie skłamać, inni zastanawiali się, czy anioła lepiej widzieć, czy mogą być z tego jakieś kłopoty. Więc tylko jeden wystąpił twardo: – Ja widziałem, i to dwa razy. Raz, kiedy szedłem z tatą i dziadkiem do cmentarza, to taki jeden przeleciał nad nami. Ja go widziałem, ale tata i dziadek już nie. A drugi raz, jak motocyklista wyjechał na lewy pas drogi przed ciężarówkę i go nie zabiło. I tata powiedział, że chyba jakiś anioł go poprowadził.
– Czy anioły są pracowite?
– Tak, ale nie muszą nic robić, tylko sobie latają. Wszyscy wiedzą, że są pracowite, to po co mają coś robić. Przynoszą nam różne rzeczy, lalkę albo piłkę.
– A czy one mogą czymś jeździć, jak się zmęczą?
– Mogą, ale nie wszystkim. Na przykład nie mogą czołgiem, bo im się skrzydła nie zmieszczą. Chyba, że czołg będzie wielki, a skrzydła małe. I nie mogą czołgiem, bo aniołów nie słychać, a czołg warczy.
I nie mogą być czarne, bo czarny to jest diabeł. I kolorowe też raczej nie.
Z pewnością czarny anioł nie może być aniołem stróżem, bo te są na pewno białe. Jak anioł.
W sprawie anielskiego menu początkowo też uzgodniono jedną wersję – anioły w zasadzie nie muszą nic jeść, ale mimo wszystko coś tam jedzą. Wyszło na to, że najchętniej – chmury. Tylko później zaistniał dwugłos w sprawie smaku tej potrawy. Jedni byli przekonani, że chmura smakuje jak bita śmietana, a drudzy, że jak wata cukrowa”.
Bardzo ciekawe są te odpowiedzi. Warto rozmawiać z dziećmi, poznawać ich świat, wyjaśniać na bieżąco wszelkie wątpliwości i zawsze być blisko, gdy czegoś potrzebują.
Tekst: Jadwiga Sieniuć, redakcja „Echa Izerskie”. Zdjęcia: Jadwiga Sieniuć