O choince zwanej babcią i innych rękodziełach, czyli rozmowa z panią Ewą Borejko

stoisko pani Ewy

 

 

Podczas tegorocznego Jarmarku Bożonarodzeniowego ponownie zachwyciło mnie stoisko pani Ewy Borejko, na którym było mnóstwo pięknych, oryginalnych,  własnoręcznie wykonanych ozdób bożonarodzeniowych.

Poprosiłam ją o rozmowę:

Proszę powiedzieć coś o sobie.

 

Nazywam się Ewa Borejko, jestem mamą 4 dzieci – 3 chłopców i dziewczynki, z których jestem bardzo dumna. Troje z nich jest już pełnoletnich.

Jestem kobietą pracującą. Mieszkam w Pławnej Górnej, a pracuję w lubomierskim Dino. Ukończyłam szkołę handlową.

 

Pani prace podobały mi się już na kilku poprzednich lubomierskich jarmarkach. Od jak dawna pani wykonuje to czasochłonne rękodzieło?

Tak jest już od ponad 10 lat. Wszystko się zaczęło, kiedy byłam chora. Siedziałam w domu, a siostra namówiła mnie, żeby zrobić choinkę i stroik na drzwi, bo zbliżały się święta. Potem udało się jej sprzedać moje wyroby i taki był początek mojej przygody z rękodziełem.

 

Jakie prace wykonywała pani na początku?

Tylko choineczki i stroiki na drzwi. Wszystko szło do ludzi, bo się podobało. Później koleżanka namówiła mnie do udziału w Jarmarku w Lubomierzu. To było jakieś 10 lat temu. Prezentowałam tam choinki i stroiki.

Dużo robiłam z szyszek. Później były bombki z szyszek, potem weszły dekoracje ze wstążek – bombki, zawieszki.

W tym roku po raz 1 zaprezentowałam wyroby na szydełku.

 

Skąd czerpie pani pomysły?

Z internetu i własnej wyobraźni. Nigdy nie kopiuję tego, co widzę, tylko przerabiam po swojemu.

 

Jakich materiałów używa pani do tych prac?

Zamawiam je na Allegro, Temu, Shein i bardzo często odwiedzam lasy, gdzie zbieram różne szyszki. Na przykład w lesie w Jeleniej Górze, w Bolesławcu, w Chmieleniu. Są to szyszki sosnowe, z choiny, świerku, modrzewia, daglezji.

Szyszki są dokładnie suszone, a następnie przyklejane do różnych form, malowane sprayem.

Do niektórych prac używam styropianu, tektury, tamburynek, metalowych kółek, koralików, deseczek brzozowych.

Lubię też wykonywać prace z różnych wstążeczek. Tnę je na kwadraciki, odpowiednio składam, przypalam płomykiem świeczki, żeby się nie rozklejały i robię z nich różne zawieszki, dekoracje na bombki.

 

Czy wykonuje pani tylko ozdoby bożonarodzeniowe?

Robię też wielkanocne ale tylko dla siebie, a wiosną nie mam tyle czasu, żeby się tym zająć.

 

Czy pośród tych wielu pięknych i oryginalnych ozdób jest jakaś jedna szczególnie ulubiona czy też zapamiętana?

Jest to choinka z szyszek sosnowych, najstarsza z mojej kolekcji. Śmieję się, że to moja babcia, bo ciągle ją mam. Jej wykonanie zajęło mi chyba ze 4 godziny.

Wszystkie są ważne, bo do każdej wkładam odrobinkę serduszka.

 

Co się z nimi dalej dzieje?

Idą do ludzi, a te, które zostają, stroją mój dom.

 

Jakie są pani wrażenia po tegorocznym Jarmarku?

Jestem bardzo zadowolona. Sprzedałam dużo stroików na stół, wieńców na drzwi i cmentarze, choinek oraz zawieszek ze wstążek.

 

Kiedy pani robi te swoje cudeńka wszak pracuje pani zawodowo ma obowiązki domowe,  a wszystko to pochłania większość czasu?

Zaczynam pod koniec października i pracuję wieczorami, bo wtedy mam największą wenę.

Wszystko zależy od tego, jak zadziała wyobraźnia.

Zdarza się, że zrobię w jeden wieczór trzy do czterech ozdób, a czasem w ogóle wyobraźnia nie chce zadziałać.

 

Czy oprócz wykonywania tych ozdób ma pani jeszcze inne zainteresowania?

W lecie jest ogród, kwiaty, które uwielbiamy hodować wspólnie z mężem, są też wspólne rodzinne wycieczki, jeśli zaistnieje taka możliwość, to zawsze gdzieś wyruszamy.

 

Czy któreś z pani dzieci odziedziczyło talent po mamie?

Przykro mi, ale nie.

Mam sentyment do tego co robię,  cieszę się, jak otrzymuję pochwały od ludzi. Na przykład w tym roku przychodzili klienci i mówili, że mają moją choinkę już kilka lat i dokupują następne moje prace.

 

Co zamierza pani zrobić w najbliższym czasie?

Na razie dałam sobie przerwę, zajmuję się przygotowaniem domu do świąt. 

 

Bardzo dziękuję za rozmowę, życzę nieustającej weny, cierpliwości i wielu pięknych wyrobów.

Tekst: Jadwiga Sieniuć, zdjęcia: JAGA i pani Ewa

Facebook
Twitter
Pinterest
WhatsApp
Email